Michelle Gurevich

Koncert
24.11  |  G. 19.00  |  Kinoteatr Rialto
Michelle Gurevich 02 fot. Lisa Bregneager kopia
↑ fot. Lisa Bregneage / Party Girl ↓

Porównywano ją już z Leonardem Cohenem oraz Nico. Z kolei sama artystka wśród swoich mistrzów wymienia Charlesa Aznavoura, Yoko Ono i Ałłę Pugaczową. Nie ma w tym przypadku. Na muzykę, którą tworzy Michelle Gurevich, wpływają bardzo różne rzeczywistości, także te artystyczne. Urodziła się przecież w kanadyjskim Toronto, w rodzinie rosyjskich imigrantów. Jej pierwszym językiem, także twórczym, został więc rosyjski. Źródło kreowanych przez nią światów, w tym literackiego, bije zatem w pobliżu mrocznych tajemnic spod znaku Fiodora Dostojewskiego i mimo wszystko budzących nadzieję wierszy Mariny Cwietajewej. Bliższe poznanie kultury, z której się wywodzi, zawdzięcza rodzicom i ich bogatej kolekcji płyt z muzyką bardów lat 70. Już jako uznana artystka, Michelle Gurevich symbolicznie podziękowała matce, która przed opuszczeniem ZSRR tańczyła w cenionym balecie im. Kirowa, i w intrygującym utworze Russian Ballerina zaśpiewała: „Och, moja matko! Rosyjska baletnico! Byłaś łabędziem, a teraz pływasz po Karaibach. Nikt nie wie, jak możesz żyć bez miłości swojego życia”.

Jednak muzyka nie od początku była pasją Michelle Gurevich. Nim własną sypialnię przeistoczyła w studio nagraniowe, przez dekadę związana była z przemysłem filmowym. Kiedy jednak zdecydowała się napisać piosenkę, szybko okazało się, że to nie tylko tańszy, ale i — jak podkreślała w wywiadach — skuteczniejszy sposób, by dotrzeć ze swoimi emocjami do publiczności. Przez kilka lat była znana pod scenicznym pseudonimem Chinawoman, który nie miał żadnych wymyślnych kontekstów, ot — był zwykłym żartem. Artystka wybrała go w chwili, gdy program służący do montowania muzyki poprosił o wpisanie nazwy formacji. Jednak od kilkunastu miesięcy występuje już pod własnym nazwiskiem.

Pewnie już nie dowiemy się, jak wielka to strata dla przemysłu filmowego, że Michelle Gurevich porzuciła kinematografię. Wiemy jednak za to, jak wiele zyskał na tym świat muzyki. Obecnie artystka ma w swoim dorobku cztery albumy: Party Girl (2007), Show me the face (2010), Let’s part in style (2014) oraz New Decadence (2016). Pogmatwane relacje międzyludzkie, próba odpowiedzi na pytania często podstawowe, a tym samym ostateczne, sięganie do tych tajnych rejonów ludzkiego wnętrza, do których dostęp mają tylko najwięksi songwriterzy — znawcy natury ludzkiej, wreszcie hipnotyzujący głębią głos — taki mikrokosmos kreuje nam w swoich utworach Michelle Gurevich. A na scenie, gdzie nie tylko śpiewa, ale również gra na gitarze akustycznej i basowej oraz fortepianie, potrafi stworzyć świat, w którym neurasteniczne doświadczenia często ponurej codzienności potrafią co jakiś czas się rozświetlać. Jak choćby w najsłynniejszym jej utworze, zatytułowanym Party Girl, rozpoczynającym się od słów: „It doesn’t matter what you create If you have no fun” („To bez znaczenia, co tworzysz, jeśli się nie bawisz”). Ta fraza, wyrażana chłodnym i zdystansowanym głosem, zaprasza nie tylko do intymnego przeżywania świata, ale też poszukiwania wewnętrznej zgody z życiowymi wyborami.