Idea

Jesteś jak cień słońca, czyli irokez Apollinaire’a

Ile sprytu musi mieć w sobie poeta, aby kilkukrotnie zwieść wędrującego czytelnika w obrębie jednego zaledwie poematu!? Gdy Guillaume Apollinaire pisał Prześliczną rudowłosą, z pewnością miał świadomość, że najistotniejszą częścią tego utworu, jest ta, której nie ma. Na nic zdały się jego zapowiedzi odkrycia tajemnicy, zawarte w trzynastym wersie utworu („Rozstrzygam ten długi spór tradycji i wynalazczości / Porządku i przygody”). Obietnica została złożona na próżno. Pierwsza część Prześlicznej rudowłosej stanowi nigdy niezrealizowaną zapowiedź wtajemniczenia. Druga pisana jest z perspektywy kogoś, kto właśnie odkrył i wyjawił ów sekret pogodzenia tego co przynależy tradycji, z tym co nowatorskie. Bogowie! Oto przecież marzenie całych pokoleń! Sekret tysięcy zmagających się z wrogiem artystów. Tylko kto jest wrogiem i gdzie podziało się epokowe odkrycie Apollinaire’a? Owa szczególna tajemnica — nazwijmy ją umownie: cień słońca — zostaje przez Apollinaire’a zatajona i ukryta (za: M.K.E. Baczewski Wojna i piękno) Toż to już nie tylko gwałtowny punkowiec i rewolucjonista, ale też zręczny magik, manipulator i demiurg wymijający slalomem oszołomionego czytelnika. Tak czy siak, wspaniały wiersz zostaje ostatecznie wybrakowany. Pozbawiony wnętrza. Odkrycie kamienia filozoficznego zostaje triumfalnie ogłoszone, po czym brutalnie unicestwione i wykradzione przez swego odkrywcę.

Tajemnica zakryta ciałem swego autora — oto boleść, rozdarcie, zwielokrotniona tęsknota, pustka, z którą musimy radzić sobie od dziecka. Apollinaire wiedział, że cień słońca, porusza się po cichu, po orbicie, obok nas. Wizjoner? Raczej profetyczny magik, mistrz wysadzania z siodła lirycznego „ja”. Ofiara miłości i ofiara wojny. Choć to dzięki niej odnajduje pasję, która pozwala mu na dokończenie literackich burd. Nie mamy żadnych wątpliwości, że jego osoba bardziej adekwatnie niż jakiekolwiek heroiczne wynurzenia sumuje naszą wiedzę o wojennym koszmarze. O tym „czym” jest człowiek wracający z wojny i kim był, gdy na wojnę szedł. Wstępując do armii zachwyca się jej dzikim i ulotnym pięknem. Do czasu. Niedługo potem, już z przestrzeloną czaszką, pisze w Młodym żołnierzu: „chłopcze widziałeś śmierć twarzą w twarz / więcej niż stokrotnie / nie wiesz /co to jest / życie”.

Może z tego rozczarowania wynikła owa tajemnica, którą nam obiecał? Może dlatego zaraz potem ją odebrał? Bo ona rozsypała się i poczuła się bezradna wobec bezgranicznej przewagi świata wobec człowieka. Została, jak w Prześlicznej rudowłosej, wchłonięta przez przytłaczającą masę tego, co zbyteczne.

Zanikająca tajemnica Apollinaire’a stała się przyczynkiem do zbudowania festiwalowego uniwersum zgodnie z regułami poety. Jego tekst jest nie tylko wyzwaniem, jest narzędziem do zrozumienia dziejów świata, który na naszych oczach zaczął się kruszyć i zacierać znaczenia tego, co dotąd wydawało się oczywiste.

Mapa została nakreślona. Punk jako artystyczna prowokacja, estetyczna ekwilibrystyka i pokoleniowe doświadczenie. Tuż obok, na sąsiedniej ulicy błąka się, bijąc bezradnie głową w mur, palestyński wiersz Najwana Darwisha. Nieopodal na czerwonym świetle przebiega Alexander Hacke, basista grający w Einsturzende Neubauten, jednym z najważniejszych zespołów świata. W Kinoteatrze Rialto na pianinie gra zamyślony Daniel Blumberg, autor jednej z najwspanialszych płyt tego roku. Smyczki trzeszczą, głos umyka, zachwyt przechodzi w lęk. Otacza nas coraz więcej światła. Panowie z The Mountain Goats przechadzają się po cienkiej linii nad przepaścią, a bałkańskie mosty łączą ze sobą cień wolności z cieniem słońca. Wszystko to splecione mocnym uściskiem Apollinarie’a, zmierzone w jego poezji, zanurzone w jego historii, w ranie, w wojennych wspomnieniach. Powodów, aby się w niego zasłuchać znajdziemy bez liku. Mało kto potrafi zza grobu komentować rzeczywistość tak celnie i bezbłędnie jak Apollinaire, ów przekorny i wymykający się obławie wieczny literacki punk

Cień słońca, który na nas padł, zaciemnia historię, przestrzeń i czas. Jakież to nieadekwatne kategorie do podjęcia rozmowy! Dlatego zamiast powiedzieć historia, patrzymy na losy świata jako ciąg następujących po sobie rebelii. Pojęcie czasu zastępujemy bezkresną muzyką, która płynie wbrew opresji czasu. Przestrzeń? Załamuje się w niespodziewanych punktach czasoprzestrzeni. Tworzymy więc przestrzeń własną, intymną i gościnną. Dobrą przystań dla wędrowca.

Wszystkie elementy festiwalowego menu, układają się w ciąg wrażeń, ciąg obrazów, szereg szalonych zrywów i skrawków pamięci, u podnóża których leży przekonanie o istotności tego, co zostało utracone, lecz wciąż się odradza. Migotliwe jak cień słońca, jest w stanie opowiedzieć prostą lecz zajmującą historię o widmowej apollinaire’owską tajemnicy, o sekrecie przejścia przez labirynt łączący minione i przyszłe, tradycyjne i nowoczesne, utracone i odzyskane. Czy uda się odnaleźć tę tajemnicę? Mamy już nakreśloną mapę, kryjącą wiele zaułków. Wytyczyliśmy pomiędzy nimi liczne szlaki łączące je ze sobą, biegnące przez Katowice i inne śląskie miasta. Trans. Rytm. Żywioł. Ale i nostalgia odchodzących światów. Naszego świata, tracącego swój blask raz na zawsze. „Fotografio jesteś jak cień słońca” pisze Apolinaire. Może, wspólnymi siłami, uda się nam na chwilę ją ożywić?

/ Bartłomiej Majzel

Historia

Różnorodność gatunkowa, eklektyczność, interdyscyplinarność to tylko niektóre z mocnych stron Festiwalu Ars Cameralis organizowanego od 1992 roku, który na stałe wpisał się na mapie wydarzeń kulturalnych województwa śląskiego. Jego nadrzędną ideą jest prezentowanie najciekawszych i najgorętszych zjawisk we współczesnej kulturze. Każdego roku przez kilka listopadowych tygodni w wielu miastach województwa niepodzielnie królują muzyka, literatura, teatr i sztuki wizualne.

Odkrywanie nowych zjawisk, trendów i talentów stało się jednym z celów działalności Ars Cameralis. W ciągu 25 edycji gościliśmy na Festiwalu artystów wybitnych, prowokujących i idących pod prąd. Philippe Jaroussky, Jane Birkin, Laurie Anderson, John Cale, The National, Kronos Quartet, John Zorn, Calexico, Tindersticks, Fleet Foxes, Charles Bradley & His Extraordinaires czy Vashti Bunyan to tylko niektórzy twórcy, w których koncertach uczestniczyła publiczność Górnego Śląska. Prezentowaliśmy również twórczość niezwykłych artystów: Davida Lyncha, Zofii Rydet, Pawła Althamera, Lecha Majewskiego, Krystiana Lupy, Zbigniewa Rybczyńskiego, Rolanda Topora, Jake’a i Dinosa Chapmanów, Kishina Shinoyamy czy Pabla Picassa. Stanowi to najlepszy dowód na to, że warto zaglądać w listopadzie do Katowic, Sosnowca, Mikołowa, Chorzowa czy innych śląskich miast, by uczestniczyć w wielu niezapomnianych wydarzeniach artystycznych.

Organizator

Instytucja Kultury Ars Cameralis istnieje od 1994 roku. Jej podstawowymi polami działalności jest organizacja corocznego Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej oraz promocja śląskiej kultury i sztuki w Polsce oraz poza granicami kraju. Ważnym elementem aktywności Instytucji jest poszukiwanie i wspieranie śląskich artystów. Ich działania są prezentowane zarówno w regionie, jak i podczas prestiżowych wydarzeń międzynarodowych.

Organizowany przez Instytucję Festiwal od wielu lat przyciąga na Górny Śląsk zarówno artystów wybitnych, jak i młodych, utalentowanych, jeszcze niedostatecznie znanych szerszemu gronu odbiorców.  Ważnym aspektem Festiwalu jest skupienie sie na relacji pomiędzy widzem a artystą. Intymna atmosfera oraz unikatowa sytuacja, w której artysta jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, charakteryzują szereg wydarzeń, w tym koncertowy cykl „Kameralnie”, podczas którego w niezwykłej scenerii niecodziennych miejsc przybliżamy artystów u progu kariery.